Igor Piotrowski
Przestrzeń codzienności, pamięci i fantazmatu

[…] O koniach pracujących na placu i psie idącym na spacer już pisałem. Oczywiście w dziejach tego miejsca sporo było przede wszystkim koni po nim jeżdżących i defilujących. Ale nie tylko koni. W roli defilującej wystąpiła także biała niedźwiedzica, zwana Baśką Murmańską, która miała honor przemarszu przed marszałkiem Piłsudskim, zasalutowania mu i podania łapy. Również psy prowadzone na smyczy we wchodzącym z Wierzbowej pochodzie zorganizowanym w 1931 roku przez Polską Ligę Przyjaciół Zwierząt w ramach Dnia Dobroci dla Zwierząt były tu oficjalnie i w ważnej sprawie. Szukam zwierząt, już nawet nie cywili, bo wiem, że tych nie znajdę, ale czy istnieje choć cień możliwości upamiętnienia zwierząt wojennych? Prawie wszystkie wypisane na tablicach Grobu Nieznanego Żołnierza bitwy i potyczki byłyby niemożliwe, gdyby nie praca i wysiłek licznych zwierząt, niedawno przełożone prace Erika Barataya bardzo mocno akcentują ich wkład w I wojnę światową, ale polska pamięć i szacunek wciąż skupia się raczej na przypadkach nadzwyczajnych typu niedźwiedź. Można powiedzieć, że póki na placu stał przed wojną i w czasie okupacji książę Józef dłuta Thorvaldsena, to przynajmniej jeden koń był upamiętniony i mógł – od biedy – służyć jako symbol zwierzęcego placu, mimo że on właśnie przynależy raczej do wyróżnionego szeregu armijnych zwierząt-gwiazd.[…]
Napięcie między ciszą, względnym brakiem ruchu na co dzień, ale przede wszystkim inercją w sferze realizacji urbanistyczno-architektonicznej (pejzaż ten zmienia się relatywnie bardzo wolno) a setkami źródeł opisujących zdarzenia na nim się rozgrywające, rozlicznymi projektami składającymi się na palimpsest pamięci, liczbą nietrwałych upamiętnień, elementów, wiszących flag, iluminacji, map, które możemy oglądać w źródłach, jest rzeczą zastanawiającą, natomiast nie można powiedzieć, że w zakresie trwałych upamiętnień w przeciągu ostatnich trzech dekad nie działo się na placu zupełnie nic. Co więcej, w związku z odsłonięciem wiosną 2018 roku obelisku smoleńskiego i postawieniem jesienią tego roku na obrzeżach placu pomnika Lecha Kaczyńskiego tempo przyrastania upamiętnień doznało przyspieszenia, a liczba obiektów uległa znacznemu zwiększeniu. […] Wokół placu i na płycie tworzy się coś w rodzaju parku upamiętnień, który może być dowolnie jeszcze kształtowany zależnie od bieżącej sytuacji i walki politycznej (możliwości dostawiania, zapowiedź gestów ikonoklastycznych). Plac Piłsudskiego staje się jakimś dziwnym rewersem skweru u zbiegu ulicy Kasprzaka i Wolskiej, na który zepchnięto wszystkie stojące uprzednio na Kasprzaka obiekty, staje się księgą Pamięć nieustająca, którą ktoś chciał wyrzeźbić, ale w odpowiednio małej skali, żeby wszystko się zmieściło. W tym przypadku mamy do czynienia z pomnikami słabymi, nie w sensie estetycznym, ale przede wszystkim, jak się zdaje, w znaczeniu symbolicznej mocy, pomnikami, które mogą być przeciwstawiane rzeczywistym czynom, jak przed laty czynił to Cyprian Norwid w wierszu Burza – odnajdywano w nim klarowną aluzję do stawianego właśnie wówczas obelisku generałów na placu Saskim: „Śmiało więc zdążaj ku przeczystej cnocie,/Jeśli zaś burza wyrwie ci wawrzyny,/Myśl wskrzesać będzie naśladowców krocie,/A w posąg własne skamienieją czyny”.  […]

I. Piotrowski, Przestrzeń codzienności, pamięci i fantazmatu, w: Miejsca trudne – transdyscyplinarny model badań. O przestrzeni placu Piłsudskiego i placu Defilad, Warszawa 2019, s. K-329-330, K-332-333.

(Ilustracja: Przebudowa placu marsz. Józefa Piłsudskiego. Robotnicy za pomocą pługa usuwają starą nawierzchnię, 1937, NAC, 1-G-7389-1)